czwartek, 2 maja 2013


     Opowiadanie zostało napisane na potrzeby VIII Konkursu Literackiego - Mój Anioł, gdzie zdobyło trzecie miejsce w kategorii proza. Mam nadzieję, że Was również poruszy i się Wam spodoba :)

     Podobno każdy ma swojego anioła stróża, który go chroni i pilnuje aby nic złego mu się nie stało, jeśli go straci, dotyka go jakieś nieszczęście lub umiera, staje się niczym roślina bez korzenia, pozbawiona jakichkolwiek szans na przeżycie. Miałam wrażenie, że u mnie było zupełnie odwrotnie. Zastanawiałam się czasami, czy można urodzić się bez stróża. Nie byłam złą dziewczyną, ani nie imprezowałam, żeby zatopić w alkoholu smutki i troski. Nie, po prostu chadzałam w stadzie baranów, chciałam się zabawić, mieć ciekawych przyjaciół, na których można liczyć jeśliby mi się nudziło. Na początku tak mi się wydawało, ale gdy tylko zaczęły krążyć na mój temat plotki, best friends odwróciły się ode mnie. Nie miałam matki, zginęła w wypadku, kiedy byłam mała, wychowywał mnie tylko zapracowany ojciec, który myślał, że jeśli zapewni mi dobra materialne, to będę szczęśliwa. Dorastałam samotnie, gdyż nie miałam rodzeństwa, ponieważ byłam pierwszym dzieckiem moich rodziców. Rodzina gdzieś była, ale tak naprawdę miałam tylko ją, moją jedyną gwiazdkę na niebie, pośród mroku rzeczywistości – babcię. Podobnie jak ja nie miała praktycznie nikogo. Jako osiemnastoletnia panna zaszła w ciążę. Na wieść o tym rodzina się jej wyrzekła, a chłopak wyjechał twierdząc, że to nie jego dziecko. Ale będąc w moim wieku nie poddała się, a ja wciąż stąpałam po kruchym lodzie i żyłam wedle powiedzenia: „Nie przejmuj się przyszłością. Żyj tak, jakby jutro miał się skończyć świat.” Wyczekiwałam kolejnego piątku, aby wlać w siebie jak najwięcej alkoholu, nic nie pamiętać i wrócić do domu nad ranem. Pustego zresztą, bo ojciec co weekend był na „wyjeździe biznesowym”. Tak naprawdę jeździł do jakiejś kobiety i sądził, że niczego się nie domyślam.Gdy więc zbliżał się kolejny piątek, ja szykowałam się na imprezę. Jak zwykle wcześniej przyszły do mnie koleżanki i udałyśmy się do baru. Na początek wypiłyśmy kilka drinków i już po chwili każda była w innym zakątku sali. Światła kuli dyskotekowej wybijały rytm muzyki, przyprawiając mnie o, i tak już silne, zawroty głowy. Zaczęłam tańczyć sama, ale nie trwało to długo. Po chwili przyczepił się do mnie jakiś chłopak, całkiem ładny, wysoki, ubrany w zieloną koszulkę. Nigdy nie imprezowałam sama, wiem, że mój facet zabiłby mnie, gdyby dowiedział się, co robię gdy nie ma go na horyzoncie, ale nie przejmowałam się tym. Sama wiedziała, że on także nie ma czystego sumienia. Nieznajomy zaprosił mnie na drinka, a ja nie odmówiłam. Nie wiem, co z nim później robiłam i jak znalazłam się w domu, ale obudziłam się ze straszliwym bólem głowy i mdłościami. Zeszlam na dół, żeby coś zjeść, ale prędko zrezygnowałam, bo gdy tylko zobaczyłam jedzenie prawie zwymiotowałam. Kiedy się umyłam i doprowadziłam do ładu, była już godzina trzynasta. Zerkając na telefon, przypomniałam sobie, że jest sobota i jak co tydzień pojadę do babci. Ze staruszką nie było najlepiej, co prawda opiekował się nią młodszy syn, ale on także pracował i nie mógł zapewnić jej pełnoetatowej opieki. Wsiadłam na rower i obrałam kierunek wsi, w której mieszkała babcia. Przejeżdżając przez aleję kwitnących wiśni, przypomniałam sobie dzieciństwo spędzone w tej miejscowości. Wtedy jeszcze tato interesował się moim istnieniem i często chodziliśmy nad jezioro. W bardzo słoneczne dni lustro wody lśniło, a ja zawsze mu mówiłam, że to mama do nas macha z nieba. Ojciec zawsze się uśmiechał, ale widziałam, że w tamtych momentach nie czuł się dobrze, bolala go strata ukochanej, ale starał się tego nie okazywać.Kiedy dojechałam do znanego mi wzgórza, na jego szczycie stał stary drewniany domek niczym z bajki, o niebieskich, pastelowych ścianach i przepięknym małym ogródku obsianym krzewami piwonii rozkładającymi się na trawie i białymi różami rosnącymi przy płocie z drewninych sztachet. Od prawej strony wił się bluszcz, delikatnie obrastając frontową ścianę i wspinając się w stronę dachu. Miałam wrażenie, że tutaj czas się zatrzymał, nie było żadnej wojny, nie dotarła tu przerażająca nowoczesność i cywilizacja. Tutaj wszystkie domy wyglądały podobnie, tylko kilka zostało zbudowanych z pustaków, ale nie później niż dwadzieścia lat temu. Wejście do mieszkania mojej babci znajdowało się tradycyjnie, od strony podwórza. Kiedy weszłam, przywitał mnie zapach smażonych pączków. Ucałowałam twarz starszej pani uradowanej moim widokiem.- Coraz to piękniejsza! - wykrzyknęła babcia, przytulając mnie.Usiadłam przy stole. Babcia, mimo że poinformowałam ją o mojej diecie, postawiła przede mną talerz pączków z dziką różą i kubek gorącej herbaty. Nie było mowy o niezjedzeniu ich, gdyż wypieki mojej babuni wygrałyby w światowym konkursie kulinarnym, a poza tym nie wypuściłaby mnie, jeśli talerz nie byłby pusty. Zabrałam się za jedzenie, staruszka utykając usiadła po drugiej stronie stołu.- Jak się czujesz babciu?- Świetnie – powiedziała radośnie.Nie chciała mnie martwić, ale prawda była taka, że nie czuła się najlepiej. Dokuczały jej stawy i na dodatek miała podwyższony cholesterol.- Wujek w pracy?- Tak, ostatnio cały czas siedzi w tej pracy, nawet w soboty, a jak już ma wolne, to jedzie do dziewczyny i wraca w niedzielę po południu. Siedzę tu sama, czasami do Antoniukowej chodzę, jak mi tęskno do ludzi, ale to taka plotkara, że aż uszy bolą jak gada.Uśmiechnęłam się rozbawiona.- A tato? Co u niego słychać?- Wiesz, sama nawet nie wiem, ostatnio bardzo rzadko go widuję.Babcia zaczęła kiwać głową z zadumą i wypowiadać swoje słynne powiedzenie:- I taka to robota – po chwili zamyślenia dodała – Ale siebie chociaż mamy.Usmiechnęła się zawadiacko. Udwzajemniłam jej tym samym.- Wujek kupił ławkę do ogrodu. Taka ładna. Na jakiejś wyprzedaży. Za sto złotych! Może posiedzimy trochę na powietrzu?Przeszłyśmy do ogrodu i usiadlyśmy na ławce usytuowanej pod kwitnącą czereśnią. Za chwilę zbiegły się do nas koty.- Ale tu jest pięknie – westchnęłam. – Chcialabym mieszkać na wsi.- Jak się już wyniosę, ten dom będzie twój, zobaczysz.- Ta...- Masz – powiedziala babcia, wpychając mi coś do kieszonki – będziesz tam miala na lizaka chociaż.- Babciu...- Oj bierz i nie gadaj. Posprzątasz mi kiedyś.- No dobra – westchnęłam – w czwartek przyjadę, bo wcześniej kończę lekcje.Nagle rozległ się dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na ekran. „Arek”. „O nie!” - pomyślalam, odbierając.- Słucham?-Gdzie ty jesteś!? - wykrzyczał do słuchawki.- U babci.- To przyjeżdżaj szybko, bo mamy do pomówienia – rozłączyl się.Ogarnęło mnie przerażenie. Co jeśli ktoś mu powiedział?- Babciu, muszę już jechać – wstalam pospiesznie i przytuliłam babcię.- Poczekaj! Dam ci jeszcze pączków!- Innym razem! - odkrzyknęłam, wsiadając na rower.Pedałowałam ile sił w nogach i modliłam się, żeby ojciec był w domu. Kiedy dotarłam na osiedle, mój „chłopak” stał przy wejściu do bloku nadzwyczaj wściekły. Zsiadłam z roweru, powoli kierując się w jego stronę.- Gdzie wczoraj byłaś? - zapytał.- Na imprezie – odpowiedziałam spokojnie.- Mówiłaś, że się źle czujesz!- Ale mi się polepszyło.Zdenerwowala go moja odpowiedź. Wyrwał mi rower i odrzucił go na chodnik. Patrzył na mnie z taką wściekłością i nienawiścią, że zaczęłam się zastanawiać jak, mogłam go kochać. Na moje szczeście ulicą przechodził policjant i zaczepił Artura, w tym czasie wślizgnęłam się do budynku. Kiedy dotarłam na górę, trzęsącymi się rękami otworzyłam drzwi i wybuchłam histerycznym płaczem. Po paru sekundach zabrzmiał dźwięk domofonu. Podnioslam słuchawkę.- Otwórz mi – nalegał przyciszonym glosem.- Wynos się – krzyknęlam przez łzy- Mój kumpel widział cię wczoraj w TeŻeWe, podobno świetnie się bawiłaś!Odłożyłam słuchawkę, ale za chwilę znowu zadzwonił.- Odejdź, bo wezwę policję! - warknęłam na powitanie.- Tylko spróbuj! Otwieraj!Ponownie się rozłączyłam i poszłam do swojego pokoju. Płakałam w poduszkę przy dźwięku domofonu. Ucichł po jakichś dwudziestu minutach. Wieczorem wrócił ojciec i nawet zamieniłam z nim kilka zdań. Przez kilka dni nie wychodziłam z domu, dopóki nie zadzwoniła do mnie koleżanka i nie powiedziała, że zamknęli Artura, bo pobił jakiegoś chłopaka. Gdy to usłyszałam, odetchnęłam z ulgą, ale od razu nasunął mi sie obraz chłopaka, z którym tańczyłam w klubie. Postanowiłam następnego dnia pójść do szkoły. Pierwsza była matma. Przebiegła całkiem pomyślnie, dostałam czwórkę za rozwiązanie zadania na tablicy, ale po geografii opuściłam mury szkoły, bo na trzeciej i piątek lekcji miał być polski. Wróciłam do domu, przebrałam się, zjadłam drugie sniadanie i pojechałam doskonale znaną mi trasą przez wiśniowe alejki. Dwa dni wcześniej rozmawiałam z babcią prez telefon, tato mówił, że była u lekarza, bo miała bardzo wysokie ciśnienie i teraz źle się czuje. Gdy zmartwiona weszłam do drewnianej chatki, przy stole siedział wujek czytający gazetę, w kuchni unosił się zapach pieczonej kaczki w słynnym sosie jabłkowym, a babcia, ku mojemu zdziwieniu, stała przy kuchni gazowej i nuciła coś gotując zupę.- Cześć Oluniu! - uśmiechnęła się szeroko, odsłaniając złoty ząb.- Cześć babciu, hej wujek. A ty nie w łóżku?- Jakim łóżku?- Tato mówił, że byłaś u lekarza...- A no byłam. Przypisał mi leki i do domu. To było tylko chwilowe, już się dobrze czuję, mój synek w domu jest i wnusia przyjechała, czego więcej można chcieć od Boga i tak już hojnego?- To świetnie! - odetchnęłam z ulgą – martwiłam się.- Nic się o mnie nie martw! Siadaj do stołu zaraz pyszna kaczka będzie, dopiero co po podwórku latała.Uśmiechnęłam się do wujka, rozmawialiśmy chwilę. Kilka minut później babcia podała zupę i kaczkę i zasiedliśmy do wspólnego posiłku. Ostatnio jadłam rodzinny obiad pod koniec marca, na Wielkanoc, więc było bardzo przyjemnie. Wujek wyznał nam, że chce oświadczyć się Weronice. Babcia była taka podekscytowana i szczęśliwa. Po obiedzie zabrała się do smażenia naleśników. Wwujek poszedł oglądać telewizję, a ja wzięłam się za obiecane sprzątanie. Zajęło mi to tylko godzinę, a gdy skończyłam, razem z babcią zaczęłyśmy pałaszować naleśniki ze znakomitym dżemem z malin i jabłek. Rozmawiałyśmy, a ona wciąż była podniecona decyzją jej syna i cały czas o tym mówiła. Nagle, nie wiadomo kiedy, wybiła godzina osiemnasta i jeśli chciałam dotrzeć do domu przed zmierzchem musiałam zacząć się zbierać.- A może zostaniesz na noc? - zaproponowala babcia.- Chciałabym, ale jutro muszę iść do szkoły. I tak mam zaległości.Tak naprawdę szykowałam się na domówkę u koleżanki, postanowiła urządzić ją w czwartek, żeby przedłużyć sobie weekend, ale nie chciałam urazić babci.Babcia zapakowala mi kilka naleśników i dżem, pożegnałyśmy się i wyszłam z domu, zaraz za mną wyszedł wujek.- Myślalam, że masz wolne.- Chciałbym, wczoraj miałem, dziaj niestety na trzecią zmianę. Może cię podrzucić?- Nie, jestem rowerem.- Aha...to miłej drogi – uśmiechną, się wsiadając do samochodu.Z okna wyjrzała babcia i pomachała nam, więc odwzajemniliśmy jej tym samym i każdy pojechał w swoją stronę. W domu, na stole w kuchni zastałam kartkę, na której było napisane: „Dzisiaj nie wracam na noc, bo mam bardzo ważne spotkanie biznesowe w Lublinie, ale kiedy wrócę, będziemy mieli do pomówienia. Dzwoniła twoja wychowawczyni”.Machnęłam ręką na wiadomość od ojca i zaczęłam się szykować na imprezę. Około godziny dziewiętnastej zadzwoniła kumpela z wiadomością, że zaraz mam być w jej domu, bo jest świetna zabawa i zażartowała, że alkohol się kończy. Wzięłam torebkę i wyszłam z domu. Kiedy dotarłam na miejsce, w jej domu było pełno ludzi. Po wypiciu kilku piw postanowiłam wykąpać się w basenie, mimo że był dopiero początek maja. Oczywiście nie skończyło się na pływaniu. Razem z dziewczynami postanowiliśmy wskoczyć do basenu toples. Dalsze zdarzenia widzę jak przez mgłę. Wypiłam kilka drinków i całowałam się z jakimś chłopakiem. Ale o dziwo, pamiętam. jak zataczałam się po schodach do mojego mieszkania. Nad ranem obudził mnie dzwoniący telefon, popatrzyłam na zegarek, była czwarta piętnaście. Pomyślałam, że zaraz przestanie, ale wciąż dzwonił, więc sięgnęłam za szafkę i wyłączyłam go z gniazdka. Ponownie oddałam się w objęcia Morfeusza. Następnego dnia obudził mnie tato, który wszedł do mojego pokoju. Zaspana oworzyłam oczy, usiadł na brzegu łóżka. Podniosłam się, przecierając twarz ręką. Ojciec miał grobową minę. Spodziewałam się najgorszego, ale nie tego, co mi powiedział.- Babcia umarła – Kiedy to powiedział miałam wrażenie, że ktoś wyrwał mi serce i rzucił je krokodylom na pożarcie – dzisiaj nad ranem o czwartej trzydzieści.Zaniosłam się histerycznym płaczem, tato nie wytrzymał i wyszedł. Przypomniałam sobie dzwoniący telefon, podłączyłam go do gniazdka, podbieglam i wcisnęłam „redial”, po chwili w słuchawce odezwał się smutny głos wujka. Natychmiast się rozłączyłam i zaczęłam ryczeć. Płakałam przez godzinę. Nie moglam w to uwierzyć, miałam ochotę obudzić się z tego koszmaru i przytulić babcię.Na pogrzebie tato bardzo mnie wspierał i był blisko mnie. Gdy wróciliśmy do domu, czułam się znacznie lepiej. Zagadnęłam do niego.- Dlaczego wciąż pracujesz? Nie masz dla mnie chwili, widujemy się tylko wieczorem, ciągle wyjeżdżasz na spotkania biznesowe i zostajesz do późna w pracy! Myślisz, że tego nie potrzebuję? Że jestem już dorosła? Dlaczego nie poświęcasz mi czasu? - po policzku spłynęly mi łzy.- Przepraszam – spuścił wzrok.- Tylko tyle?Podszedł do mnie i mnie przytulił.- Przepraszam – zadrżał mu głos. – Przepraszam, obiecuję, że to się nie powtórzy – nie ukrywał już łez. – Obiecuję się zmienić.- Ja też ci to obiecuję, tato.Płakaliśmy tak razem, nie z rozpaczy, tylko ze szczęścia. Kilka dni później tato przyszedł do kuchni, gdy jadłam obiad i usiadł obok mnie.- Mam świetną wiadomosć – oznajmił – będziesz przeszczęśliwa.Popatrzyłam na niego z zaciekawieniem.- Okazło się, że jesteś jedną ze spadkobierców domu po babci – uśmiechnął się.Jak zwykle myśli tylko o pieniądzach.- Nie rozumiesz? - potrząsnął mną – Zamierzam zapłacić wujkowi Andrzejowi i jeszcze na początku wakacji zamieszkamy na wsi!Teraz siedząc na ławce jako dorosła kobieta, w miejscu, w którym czas się zatrzymał, trudno jest mi uwierzyć w to, jaka kiedyś byłam. Patrząc na moje dzieci bawiące się w magicznym ogrodzie, z przykrością stwierdzam, że nie mają babci, ale mają matkę, która zapewni im ciepło i miłość, sprawi, że dzieciństwo będzie ich najlepszym okresem w życiu. Teraz jestem pewna, że każdy ma swojego anioła, który jest jego zwierciadłem duszy i chroni go, nieważne jak daleko się znajduje. Dzisiaj żyję w myśl mniej toksycznej zasady, albowiem: „Nie przejmuj się przyszłością, ale żyj tak, aby każdy bliźni czuł się przez ciebie kochany”.

2 komentarze:

  1. Dlaczego tekst wygląda jak wygląda, czyli znikły akapity?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chyba mi przeformatowało, bo na pewno nie oddałam takiej pracy na konkurs. Przepraszam za usterki, postaram się poprawić.

      Usuń