niedziela, 17 lutego 2013

STŁUMIONY GŁOS SPRAWIEDLIWOŚCI

Witam! Dzisiaj pokaże wam opowiadanie gatunku, który bardzo lubię, nie jest on łatwy ale czytanie go sprawia, że na mojej twarzy pojawiają się wypieki, a włosy na głowie stają mi dęba. Albowiem dziś będziecie mieli okazje przeczytać kryminał. Miał on pójść na konkurs, ale się nie odbył więc serwuję go moim drogim czytelnikom. Jest to mój pierwszy kryminał, więc proszę o wyrozumiałość.

Pomieszczenie było ciemne, jedynie zza uchylonych drzwi wylewał się strumyk światła. Na podłodze leżał skrępowany mężczyzna w zaplamionym krwią garniturze. Jego zielone oczy wpatrywały się z przerażeniem w szparę między drzwiami, zza których dobiegał głos rozmowy telefonicznej:
  • Kiedy dostanę kasę?
  • Najpierw skończ z tym skurwysynem!
  • Chciałbym się jeszcze trochę pobawić.
  • Samochód już rozbity, grabarz czeka, zrób to, do wora i będzie kasa.
Rozległ się dźwięk przerwanego połączenia. Mężczyznę dobiegł odgłos kroków. Zbliżały się ku drzwiom. Oślepiający blask jarzeniówki, sprawił, że jego źrenice się zwęziły. Poczuł strach.
  • Co, skurwielu? Lepiej ci teraz? Kasy miałeś w pęczki, po co ci była ta jebana prawda? Dziecko w drodze, żonka taka dupeczka, że ohoho... ale się nie zmarnuje.
Ofiara zaczęła się szamotać. Kat kopną go w brzuch.
  • Cicho! - powiedział. – Zaraz będzie po krzyku.
                                                                   ***
Przez korytarz szła ciężarna kobieta w czarnym płaszczu i tego samego koloru kapelusiku. Spod kapelusza wystawały jasne włosy okalające drobną buzię, jeszcze tak bardzo dziewczęcą. Kobieta wyglądała jak nastolatka, w sumie, niedawno nią była. Usiadła na ławce tuż obok sztucznej choinki upstrzonej starymi, kolorowymi bombkami i w połowie nieświecącymi lampkami. Niepozornie bystre, piwne oczy świdrowały białe, pilśniowe drzwi z wywieszką : „Dyrektor, Jan Laskowiecki”. Po chwili drzwi uchyliły się, kobieta raptownie się podniosła. Mężczyzna przyjaznym gestem zaprosił ją do środka. Gdy usiedli od razu zapytał:
  • Jak się pani czuje? Czy z dzieckiem wszystko w porządku?
  • Tak, dziękuję. Przyszłam, żeby pana o coś zapytać.
  • Jestem gotowy udzielić pani odpowiedzi. Słucham.
  • Czy Adam...czy Adam miał z kimś jakieś niewyjaśnione sprawy?
  • Co pani rozumie przez „niewyjaśnione”?
  • Czy był ktoś, kto mógłby mu źle życzyć?
  • Pani Julio...Wiem, że to dla pani trudne, ale proszę się z tym pogodzić.
Kobieta dotknęła brzucha, w jej oku zakręciła się łza.
  • Adam zginął w wypadku. Nie ma w tym niczyjej winy
  • Ja po prostu przeczuwam, że ktoś ma związek z tym, co się stało.
  • Pani Julio – westchnął mężczyzna.
  • To mi nie daje spokoju. Ta myśl, że mógłby być przy mnie, kiedy nasze dziecko się urodzi, że nauczyłby je jeździć na rowerze, kochać je, być ojcem... i mężem.
Emocje eksplodowały pod postacią łez. Mężczyzna podał jej chusteczkę. Kiedy się nieco uspokoiła, kontynuowała.
  • Znalazłam ostatnio list z pogróżkami. Ewidentnie ktoś chciał go uciszyć.
  • Niech mi pani obieca, że nie będzie się pani więcej mieszała w te sprawy. Adam był moim pracownikiem, ale przede wszystkim przyjacielem, muszę zadbać o pani bezpieczeństwo.
  • Czyli nie mogę na pana liczyć?
  • Pani Julio... to dla pani dobra. .
  • Do widzenia.
Wstała i wyszła, pozostawiając Laskowskiego wpatrzonego ze złością w miejsce na futrynie, w którym zobaczył ostatni skrawek jej płaszcza.
Wdowa wyszła na ulicę. Wokoło były porozwieszane świąteczne ozdoby, za witrynami znajdowały się kolorowe prezenty, swetry w renifery, skarpetki w promocji, wielobarwne paczuszki Jaki był tego wszystkiego sens? Jaki był sens kupowania męskich skarpet, strojenia się w czerwień, którą Adam tak kochał? Jaki był sens świąt bez niego? Straszna wiadomość o wypadku dotarła do niej w nocy z 28 na 29 listopada. Jej mąż był w delegacji, miał wrócić 30, ale sarna wybiegła mu na drogę i usiłując ją ominąć, uderzył w drzewo. Zginął na miejscu. Ciała nie widziała, bo rzekomo był to zbyt drastyczny widok. Julia była osobą wrażliwą o przyjaznej duszyczce, bardzo nieodporną na cierpienie innych. W czasach komuny, kobietom wygodniej było uchodzić za naiwną, niż feministkę.
Julia weszła na klatkę schodową, przekręciła klucz w drzwiach, za którymi czekało na nią tylko puste mieszkanie, bez ślęczącego wciąż przy maszynie do pisania faceta o brązowych lokach i inteligentnych zielonych oczach. Kobieta weszła do kuchni, zrobiła sobie herbatę, po czym podreptała do gabinetu męża. Podeszła do kredensu i wyjęła tomik poezji Juliusza Słowackiego. Wydobyła z niego kartkę, ze znaną już na pamięć treścią, odsłoniła zasłonę i przykleiła list do ściany obok kilkunastu innych nalepek. Były to między innymi zdjęcia z miejsca zbrodni, własne zapiski, bardzo niewiele. Usiadła, żeby spisać przebieg dzisiejszej rozmowy. Nie wnosiła niczego do sprawy, poza kolejną niewiadomą. W zasadzie najcenniejszym dowodem był list z pogróżkami, skierowany do niej. Pojawił się zaraz po jej konwersacji z najlepszym przyjacielem męża. Podzieliła się z nim swoimi przeczuciami, powiedziała mu odrobinę więcej niż komendantowi policji, z którym wcześniej rozmawiała, oraz Laskowieckiemu.
Oparła się o krzesło i patrzyła na sufit. Czuła się bezradna. Miała prawie pewność, ale żadnych niezbitych dowodów. Na zewnątrz wydawała się być smutna, przygnębiona, ale w środku niej znajdowała się otchłań rozpaczy. Strach sprawiał, że jeszcze bardziej krwawiła, jej serce było podziurawione jak sito, każdy dzień zadawał sztyletem kolejny cios. Każda myśl o nim, każde spojrzenie na jego zdjęcie bezlitośnie raniło jej psychikę. Lecz wiedziała, że wkrótce na świat przyjdzie ich dziecko i musi nie mieć wyrzutów sumienia, gdy powie mu, że jego ojciec był natchnionym obrońcą sprawiedliwości. Tak właśnie w jej oczach wyglądał. Już pierwszego wieczora kiedy go poznała, znalazła z nim nić porozumienia, która po niedługim czasie przerodziła się w miłość i pożądanie. Było to niecałe dwa lata temu. Wybrała się wtedy na wieczorek poetycki do Kawiarni Ziemiańska. Początkowo nie była do tego zbytnio przekonana, miał tam się pojawić jakiś młody dziennikarz, świeżo po studiach. Ale gdy tylko zobaczyła jego bystre oczy, jakby przysłonięte niewidoczną mgłą, odcinającą go od świata, nie żałowała straconego czasu. Mówił z głębi serca, był cyniczny i szczery w swoich wypowiedziach, to jej się podobało, bez żadnego dystansu, prosto z mostu i przede wszystkim był oszałamiająco przystojny. Została po spotkaniu i zaczepiła go pytając o coś z jego wykładu. Od razu zauważyła błysk w jego oku, ubrana w czerwoną sukienkę odznaczała się od wszystkich pań ubranych w małe czarne, miała wtedy włosy do łopatek, lekko podkręcone, a na ustach czerwoną szminkę kontrastującą z jej nieskazitelną, porcelanową cerą. Zaprosił ją na kolację, później umówili się na kolejną...i kolejną, po której zaproponował jej pokazanie swoich artykułów, znajdujących się w domu. Była pod wrażeniem, jego mieszkania, nie było bardzo duże, ale urządzone na bogato, zaprosił ją do salonu. Kiedy oglądała jego płyty, przyszedł z butelką wina, usiedli na sofie. I wylądowali, mimo że znajdowała się na drugim końcu mieszkania, w sypialni. Nigdy wcześniej nie była blisko z mężczyzną, podobała się jej jego natarczywość, ale jednocześnie delikatność. Niedługo później, bo po trzech tygodniach, oświadczył się jej. Później był ślub, wiadomość o ciąży, kilka miesięcy szczęśliwego, beztroskiego życia i śmierć ukochanego. Siedziała i płakała, w jej głowie rodziła się myśl. Wstała i podeszła do regału, zza niego wyciągnęła notes, zawahała się, po czym zaczęła czytać. Czytała dziennik męża bardzo dogłębnie, analizowała wers po wersie, znalazła tam potwierdzenie swoich przeczuć. Ktoś chciał go uciszyć, lecz jeszcze nie wiedziała kto.
Następnego dnia wzięła pamiętnik i udała się do redakcji. Miała Laskowieckiemu wiele do powiedzenia. Los tak chciał, że akurat trwało zebranie, Julia nie zamierzała czekać. Po wpływem impulsu wyjęła na stół wymówienie jej świętej pamięci męża, dzienniczka na szczęście nie. Mężczyźni zareagowali gromkim śmiechem.
  • Pani Julio...niech pani już przestanie, to wymówienie nie jest nawet podpisane. Nie wydał go nikt z sekretariatu.
  • List z pogróżkami, wymówienie i niezałatwione sprawy świadczą same za siebie – wykrzyczała kobieta.
  • Proszę nam nie przeszkadzać, rozmawiamy tu o ważnych rzeczach, nie powinna pani rozgrzebywać tej sprawy- z ironią dodał. - Naprawdę sama pani na to wpadła?
Laskowiecki wyraźnie kpił z kobiety.
  • Tak – dodała z udawaną dumą i głupawym uśmiechem.
  • Jestem pełen podziwu, na pewno byłaby pani świetnym detektywem.
Mężczyźni ponownie wybuchli śmiechem
  • Ale teraz proszę już wyjść.
„Wszystko przebiega zgodnie z planem” - myślała wychodząc. - „Rybka właśnie połknęła haczyk”
  • Musimy uciszyć w końcu tą sukę - niemalże wrzasnął.

                                                                      ***
Był mglisty wieczór, około godziny dwudziestej drugiej. Miasto już zasypiało, o tej porze i przy tej pogodzie nikt bez konieczności nie wychodził z domu. Julia wracała od swojej matki. Bardzo nalegali z ojcem, że ja odwiozą, ale pod naciskiem córki odpuścili, ponieważ jej mieszkanie znajdowało się tylko dwie ulice dalej. Kroczyła w miarę szybko, biorąc pod uwagę to, że była w zaawansowanej ciąży. Ulica, którą szła, nie była ruchliwa, zwłaszcza wieczorem, dlatego stukot jej obcasów był najgłośniejszym dźwiękiem. Rozmyślała, gdy z za rogu z piskiem wyjechał samochód. Zatrzymał się gwałtownie obok niej. Wszystko działo się w bardzo szybkim tempie. Z pojazdu wybiegł mężczyzna. Była tak oszołomiona, że nie pomyślała nawet o ucieczce. Całe życie stanęło jej przed oczami, napastnik zadał trzy zdecydowane ciosy w jej brzuch i Julia upadła. Auto w równie szybkim tempie odjechało. Nie straciła przytomności, dalej widziała wszystko jak przez mgłę. Pamiętała, że leżała na śniegu w zabrudzonym czerwoną farbą, bardzo dziwnym, ciepłym. Słyszała krzyk matki. „Jak zwykle dramatyzuje”- pomyślała. Widziała zielonookiego mężczyznę stojącego nad nią razem z jej ojcem. Zielonooki trzymał na rękach niemowlę, bardzo ładne, podobne do niego. Słychać było jakieś szepty, jakby zagłuszane przez głośną muzykę, mimo że wokół panowała cisza. Wyłowiła z nich jedno zdanie „zaopiekuję się nią, nie martw się...to jeszcze nie pora, musisz pojechać do szpitala.”
Ocknęła się w łóżku, odruchowo dotknęła brzucha. Był płaski jak deska. Płakała przez sen, jej gruczoły łzowe były już wyschnięte, niezdolne do wytworzenia łez. Straciła jedyny znak, że kiedyś był w jej życiu Adam, straciła dziecko będące sensem jej dalszego życia. W jej głowie krążyły myśli samobójcze. Ale pozostało jej jedno zadanie, które musiała wypełnić. Sprawiedliwości musiało stać się za dość.
Po kilku dniach Julia wróciła do domu. Wyglądała jak wrak człowieka, wykończona fizycznie i zmęczona psychicznie, ale jeszcze zdolna do racjonalnego myślenia. Usiadła w gabinecie. Miała notatnik, w którym widniał wyraźny zapis. Adam pisał jakieś artykuły, które komuś się nie spodobały. Wiedziała komu, ten ktoś pracował z nim, był nieuczciwy, postępował niezgodnie z prawem, chciał uciszyć jej skarb, stłumić głos sprawiedliwości, zagłuszyć go. Jutro złoży zeznania. „Ehh, jutro Wigilia” - pomyślała - „Trzeba odwiedzić matkę”.
***
Obudził ją dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Pierwsza jej myśl „Pewnie Adam wrócił z delegacji”, ale prawda uderzyła ją niczym kilofem. Zaspana zapaliła lampkę nocną, postać za drzwiami zbliżyła się do drzwi. Zdradziła się, to koniec. Poczuła paraliżujący strach, zerwała się na równe nogi. W jej głowie szalała burza, słyszała dzwony żałobne, wiedziała, że to koniec, za chwilę pozna prawdę, której już nie zdąży pokazać światu. Ciemna sylwetka nacisnęła na klamkę. Serce uderzało jej tysiąc razy na sekundę, przełknęła ślinę, drzwi odchyliły się. Zamaskowana postać była przerażająca, ubrana na czarno, w kominiarce. Mężczyzna uśmiechną się szyderczo. Kobieta widziała całe zdarzenie, jakby w zwolnionym tempie. Włamywacz powoli sięgną do kominiarki i ją zdjął, odsłaniając znajome kobiecie rysy twarzy. Niemalże szkarłatne oczy biły nienawiścią.
  • A- Adrian? - wycedziła.
  • Co ty taka zdziwiona, nie poznajesz najlepszego przyjaciela swojego męża? Przyszedłem w odwiedziny.
Julia takiego scenariusza się nie spodziewała.
  • A więc to ty? Jak mogłeś?
  • Między innymi – zrobił krok do przodu, ona się cofnęła – w mniejszym stopniu, ale ja. Nie bezpośrednio, ale tak.
  • Dlaczego?
  • Oh – westchnął i usiadł na fotelu – ale to szablonowe, teraz ja wyjawię ci prawdę, ty będziesz zdziwiona i przerażona, ale ktoś przyjdzie ci na pomoc i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Eh. Jesteś naprawdę piękną kobietą. Kiedy przyszłaś pierwszy raz do kawiarenki, nam obu się bardzo spodobałaś. Ach, te twoje długie nogi.
Julia stała przy ścianie przerażona.
  • Ale nie bój się, nie zgwałcę cię, już mnie nie pociągasz. Byłaś z nim, to obrzydliwe.
  • Zamknij się! - krzyknęła resztkami sił.
  • Cicho – szepnął – zaraz będzie po krzyku.
I znowu czas przyśpieszył, okno otworzyło się nie wiadomo kiedy. Znalazła się na zewnątrz.
  • Wesołych Świąt! - usłyszała.

                                                                    ***
Na łóżku leżał mężczyzna, obok niego spała kilkuletnia dziewczynka o brązowych kręconych włosach i zielonych oczach, wtulona w blondwłosą kobietę. Pościel była wykrochmalona i pachniała świeżością. Pokój był znajomy im wszystkim.
  • Kochanie – szepnął zielonooki. – Julcia.
Kobieta obudziła się, rozpromieniała uśmiechem.
  • Tak tęskniłam.
  • Ja też. Cii, nasz skarb śpi.
  • Chcę ją poznać.
  • Spokojnie, niech się wyśpi. Mamy dla siebie całą wieczność.

1 komentarz:

  1. Ciekawe zakończenie.
    Cóż, fajniej by było, gdyby opowiadanie było dłuższe. Myślałam, że będę musiała się domyślić, kto zabił. No ale to nie był kryminał w formie książki. Poza tym kryminał ciężko się pisze, według mnie.
    Czekam na więcej opowiadań.

    OdpowiedzUsuń