Opowiadanie zostało napisane na potrzeby VIII Konkursu Literackiego - Mój Anioł, gdzie zdobyło trzecie miejsce w kategorii proza. Mam nadzieję, że Was również poruszy i się Wam spodoba :)
Podobno
każdy ma swojego anioła stróża, który go chroni i pilnuje aby
nic złego mu się nie stało, jeśli go straci, dotyka go jakieś
nieszczęście lub umiera, staje się niczym roślina bez korzenia,
pozbawiona jakichkolwiek szans na przeżycie. Miałam wrażenie, że
u mnie było zupełnie odwrotnie. Zastanawiałam się czasami, czy
można urodzić się bez stróża. Nie byłam złą dziewczyną, ani
nie imprezowałam, żeby zatopić w alkoholu smutki i troski. Nie, po
prostu chadzałam w stadzie baranów, chciałam się zabawić, mieć
ciekawych przyjaciół, na których można liczyć jeśliby mi się
nudziło. Na początku tak mi się wydawało, ale gdy tylko zaczęły
krążyć na mój temat plotki, best friends odwróciły się ode
mnie. Nie miałam matki, zginęła w wypadku, kiedy byłam mała,
wychowywał mnie tylko zapracowany ojciec, który myślał, że jeśli
zapewni mi dobra materialne, to będę szczęśliwa. Dorastałam
samotnie, gdyż nie miałam rodzeństwa, ponieważ byłam pierwszym
dzieckiem moich rodziców. Rodzina gdzieś była, ale tak naprawdę
miałam tylko ją, moją jedyną gwiazdkę na niebie, pośród mroku
rzeczywistości – babcię. Podobnie jak ja nie miała praktycznie
nikogo. Jako osiemnastoletnia panna zaszła w ciążę. Na wieść o
tym rodzina się jej wyrzekła, a chłopak wyjechał twierdząc, że
to nie jego dziecko. Ale będąc w moim wieku nie poddała się, a ja
wciąż stąpałam po kruchym lodzie i żyłam wedle powiedzenia:
„Nie przejmuj się przyszłością. Żyj tak, jakby jutro miał się
skończyć świat.” Wyczekiwałam kolejnego piątku, aby wlać w
siebie jak najwięcej alkoholu, nic nie pamiętać i wrócić do domu
nad ranem. Pustego zresztą, bo ojciec co weekend był na „wyjeździe
biznesowym”. Tak naprawdę jeździł do jakiejś kobiety i sądził,
że niczego się nie domyślam.Gdy
więc zbliżał się kolejny piątek, ja szykowałam się na imprezę.
Jak zwykle wcześniej przyszły do mnie koleżanki i udałyśmy się
do baru. Na początek wypiłyśmy kilka drinków i już po chwili
każda była w innym zakątku sali. Światła kuli dyskotekowej
wybijały rytm muzyki, przyprawiając mnie o, i tak już silne,
zawroty głowy. Zaczęłam tańczyć sama, ale nie trwało to długo.
Po chwili przyczepił się do mnie jakiś chłopak, całkiem ładny,
wysoki, ubrany w zieloną koszulkę. Nigdy nie imprezowałam sama,
wiem, że mój facet zabiłby mnie, gdyby dowiedział się, co robię
gdy nie ma go na horyzoncie, ale nie przejmowałam się tym. Sama
wiedziała, że on także nie ma czystego sumienia. Nieznajomy
zaprosił mnie na drinka, a ja nie odmówiłam. Nie wiem, co z nim
później robiłam i jak znalazłam się w domu, ale obudziłam się
ze straszliwym bólem głowy i mdłościami. Zeszlam na dół, żeby
coś zjeść, ale prędko zrezygnowałam, bo gdy tylko zobaczyłam
jedzenie prawie zwymiotowałam. Kiedy się umyłam i doprowadziłam
do ładu, była już godzina trzynasta. Zerkając na telefon,
przypomniałam sobie, że jest sobota i jak co tydzień pojadę do
babci. Ze staruszką nie było najlepiej, co prawda opiekował się
nią młodszy syn, ale on także pracował i nie mógł zapewnić jej
pełnoetatowej opieki. Wsiadłam na rower i obrałam kierunek wsi, w
której mieszkała babcia. Przejeżdżając przez aleję kwitnących
wiśni, przypomniałam sobie dzieciństwo spędzone w tej
miejscowości. Wtedy jeszcze tato interesował się moim istnieniem i
często chodziliśmy nad jezioro. W bardzo słoneczne dni lustro wody
lśniło, a ja zawsze mu mówiłam, że to mama do nas macha z nieba.
Ojciec zawsze się uśmiechał, ale widziałam, że w tamtych
momentach nie czuł się dobrze, bolala go strata ukochanej, ale
starał się tego nie okazywać.Kiedy
dojechałam do znanego mi wzgórza, na jego szczycie stał stary
drewniany domek niczym z bajki, o niebieskich, pastelowych ścianach
i przepięknym małym ogródku obsianym krzewami piwonii
rozkładającymi się na trawie i białymi różami rosnącymi przy
płocie z drewninych sztachet. Od prawej strony wił się bluszcz,
delikatnie obrastając frontową ścianę i wspinając się w stronę
dachu. Miałam wrażenie, że tutaj czas się zatrzymał, nie było
żadnej wojny, nie dotarła tu przerażająca nowoczesność i
cywilizacja. Tutaj wszystkie domy wyglądały podobnie, tylko kilka
zostało zbudowanych z pustaków, ale nie później niż dwadzieścia
lat temu. Wejście do mieszkania mojej babci znajdowało się
tradycyjnie, od strony podwórza. Kiedy weszłam, przywitał mnie
zapach smażonych pączków. Ucałowałam twarz starszej pani
uradowanej moim widokiem.-
Coraz to piękniejsza! - wykrzyknęła babcia, przytulając mnie.Usiadłam
przy stole. Babcia, mimo że poinformowałam ją o mojej diecie,
postawiła przede mną talerz pączków z dziką różą i kubek
gorącej herbaty. Nie było mowy o niezjedzeniu ich, gdyż wypieki
mojej babuni wygrałyby w światowym konkursie kulinarnym, a poza tym
nie wypuściłaby mnie, jeśli talerz nie byłby pusty. Zabrałam się
za jedzenie, staruszka utykając usiadła po drugiej stronie stołu.-
Jak się czujesz babciu?-
Świetnie – powiedziała radośnie.Nie
chciała mnie martwić, ale prawda była taka, że nie czuła się
najlepiej. Dokuczały jej stawy i na dodatek miała podwyższony
cholesterol.-
Wujek w pracy?-
Tak, ostatnio cały czas siedzi w tej pracy, nawet w soboty, a jak
już ma wolne, to jedzie do dziewczyny i wraca w niedzielę po
południu. Siedzę tu sama, czasami do Antoniukowej chodzę, jak mi
tęskno do ludzi, ale to taka plotkara, że aż uszy bolą jak gada.Uśmiechnęłam
się rozbawiona.-
A tato? Co u niego słychać?-
Wiesz, sama nawet nie wiem, ostatnio bardzo rzadko go widuję.Babcia
zaczęła kiwać głową z zadumą i wypowiadać swoje słynne
powiedzenie:-
I taka to robota – po chwili zamyślenia dodała – Ale siebie
chociaż mamy.Usmiechnęła
się zawadiacko. Udwzajemniłam jej tym samym.-
Wujek kupił ławkę do ogrodu. Taka ładna. Na jakiejś wyprzedaży.
Za sto złotych! Może posiedzimy trochę na powietrzu?Przeszłyśmy
do ogrodu i usiadlyśmy na ławce usytuowanej pod kwitnącą
czereśnią. Za chwilę zbiegły się do nas koty.-
Ale tu jest pięknie – westchnęłam. – Chcialabym mieszkać na
wsi.-
Jak się już wyniosę, ten dom będzie twój, zobaczysz.-
Ta...-
Masz – powiedziala babcia, wpychając mi coś do kieszonki –
będziesz tam miala na lizaka chociaż.-
Babciu...-
Oj bierz i nie gadaj. Posprzątasz mi kiedyś.-
No dobra – westchnęłam – w czwartek przyjadę, bo wcześniej
kończę lekcje.Nagle
rozległ się dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na ekran. „Arek”.
„O
nie!” - pomyślalam, odbierając.-
Słucham?-Gdzie
ty jesteś!? - wykrzyczał do słuchawki.-
U babci.-
To przyjeżdżaj szybko, bo mamy do pomówienia – rozłączyl się.Ogarnęło
mnie przerażenie. Co jeśli ktoś mu powiedział?-
Babciu, muszę już jechać – wstalam pospiesznie i przytuliłam
babcię.-
Poczekaj! Dam ci jeszcze pączków!-
Innym razem! - odkrzyknęłam, wsiadając na rower.Pedałowałam
ile sił w nogach i modliłam się, żeby ojciec był w domu. Kiedy
dotarłam na osiedle, mój „chłopak” stał przy wejściu do
bloku nadzwyczaj wściekły. Zsiadłam z roweru, powoli kierując się
w jego stronę.-
Gdzie wczoraj byłaś? - zapytał.-
Na imprezie – odpowiedziałam spokojnie.-
Mówiłaś, że się źle czujesz!-
Ale mi się polepszyło.Zdenerwowala
go moja odpowiedź. Wyrwał mi rower i odrzucił go na chodnik.
Patrzył na mnie z taką wściekłością i nienawiścią, że
zaczęłam się zastanawiać jak, mogłam go kochać. Na moje
szczeście ulicą przechodził policjant i zaczepił Artura, w tym
czasie wślizgnęłam się do budynku. Kiedy dotarłam na górę,
trzęsącymi się rękami otworzyłam drzwi i wybuchłam histerycznym
płaczem. Po paru sekundach zabrzmiał dźwięk domofonu. Podnioslam
słuchawkę.-
Otwórz mi – nalegał przyciszonym glosem.-
Wynos się – krzyknęlam przez łzy-
Mój kumpel widział cię wczoraj w TeŻeWe, podobno świetnie się
bawiłaś!Odłożyłam
słuchawkę, ale za chwilę znowu zadzwonił.-
Odejdź, bo wezwę policję! - warknęłam na powitanie.-
Tylko spróbuj! Otwieraj!Ponownie
się rozłączyłam i poszłam do swojego pokoju. Płakałam w
poduszkę przy dźwięku domofonu. Ucichł po jakichś dwudziestu
minutach. Wieczorem wrócił ojciec i nawet zamieniłam z nim kilka
zdań. Przez kilka dni nie wychodziłam z domu, dopóki nie
zadzwoniła do mnie koleżanka i nie powiedziała, że zamknęli
Artura, bo pobił jakiegoś chłopaka. Gdy to usłyszałam,
odetchnęłam z ulgą, ale od razu nasunął mi sie obraz chłopaka,
z którym tańczyłam w klubie. Postanowiłam następnego dnia pójść
do szkoły. Pierwsza była matma. Przebiegła całkiem pomyślnie,
dostałam czwórkę za rozwiązanie zadania na tablicy, ale po
geografii opuściłam mury szkoły, bo na trzeciej i piątek lekcji
miał być polski. Wróciłam do domu, przebrałam się, zjadłam
drugie sniadanie i pojechałam doskonale znaną mi trasą przez
wiśniowe alejki. Dwa dni wcześniej rozmawiałam z babcią prez
telefon, tato mówił, że była u lekarza, bo miała bardzo wysokie
ciśnienie i teraz źle się czuje. Gdy zmartwiona weszłam do
drewnianej chatki, przy stole siedział wujek czytający gazetę, w
kuchni unosił się zapach pieczonej kaczki w słynnym sosie
jabłkowym, a babcia, ku mojemu zdziwieniu, stała przy kuchni
gazowej i nuciła coś gotując zupę.-
Cześć Oluniu! - uśmiechnęła się szeroko, odsłaniając złoty
ząb.-
Cześć babciu, hej wujek. A ty nie w łóżku?-
Jakim łóżku?-
Tato mówił, że byłaś u lekarza...-
A no byłam. Przypisał mi leki i do domu. To było tylko chwilowe,
już się dobrze czuję, mój synek w domu jest i wnusia przyjechała,
czego więcej można chcieć od Boga i tak już hojnego?-
To świetnie! - odetchnęłam z ulgą – martwiłam się.-
Nic się o mnie nie martw! Siadaj do stołu zaraz pyszna kaczka
będzie, dopiero co po podwórku latała.Uśmiechnęłam
się do wujka, rozmawialiśmy chwilę. Kilka minut później babcia
podała zupę i kaczkę i zasiedliśmy do wspólnego posiłku.
Ostatnio jadłam rodzinny obiad pod koniec marca, na Wielkanoc, więc
było bardzo przyjemnie. Wujek wyznał nam, że chce oświadczyć się
Weronice. Babcia była taka podekscytowana i szczęśliwa. Po
obiedzie zabrała się do smażenia naleśników. Wwujek poszedł
oglądać telewizję, a ja wzięłam się za obiecane sprzątanie.
Zajęło mi to tylko godzinę, a gdy skończyłam, razem z babcią
zaczęłyśmy pałaszować naleśniki ze znakomitym dżemem z malin i
jabłek. Rozmawiałyśmy, a ona wciąż była podniecona decyzją jej
syna i cały czas o tym mówiła. Nagle, nie wiadomo kiedy, wybiła
godzina osiemnasta i jeśli chciałam dotrzeć do domu przed
zmierzchem musiałam zacząć się zbierać.-
A może zostaniesz na noc? - zaproponowala babcia.-
Chciałabym, ale jutro muszę iść do szkoły. I tak mam zaległości.Tak
naprawdę szykowałam się na domówkę u koleżanki, postanowiła
urządzić ją w czwartek, żeby przedłużyć sobie weekend, ale nie
chciałam urazić babci.Babcia
zapakowala mi kilka naleśników i dżem, pożegnałyśmy się i
wyszłam z domu, zaraz za mną wyszedł wujek.-
Myślalam, że masz wolne.-
Chciałbym, wczoraj miałem, dziaj niestety na trzecią zmianę. Może
cię podrzucić?-
Nie, jestem rowerem.-
Aha...to miłej drogi – uśmiechną, się wsiadając do samochodu.Z
okna wyjrzała babcia i pomachała nam, więc odwzajemniliśmy jej
tym samym i każdy pojechał w swoją stronę. W domu, na stole w
kuchni zastałam kartkę, na której było napisane:
„Dzisiaj
nie wracam na noc, bo mam bardzo ważne spotkanie biznesowe w
Lublinie, ale kiedy wrócę, będziemy mieli do pomówienia. Dzwoniła
twoja wychowawczyni”.Machnęłam
ręką na wiadomość od ojca i zaczęłam się szykować na imprezę.
Około godziny dziewiętnastej zadzwoniła kumpela z wiadomością,
że zaraz mam być w jej domu, bo jest świetna zabawa i zażartowała,
że alkohol się kończy. Wzięłam torebkę i wyszłam z domu. Kiedy
dotarłam na miejsce, w jej domu było pełno ludzi. Po wypiciu kilku
piw postanowiłam wykąpać się w basenie, mimo że był dopiero
początek maja. Oczywiście nie skończyło się na pływaniu. Razem
z dziewczynami postanowiliśmy wskoczyć do basenu toples. Dalsze
zdarzenia widzę jak przez mgłę. Wypiłam kilka drinków i
całowałam się z jakimś chłopakiem. Ale o dziwo, pamiętam. jak
zataczałam się po schodach do mojego mieszkania. Nad ranem obudził
mnie dzwoniący telefon, popatrzyłam na zegarek, była czwarta
piętnaście. Pomyślałam, że zaraz przestanie, ale wciąż
dzwonił, więc sięgnęłam za szafkę i wyłączyłam go z
gniazdka. Ponownie oddałam się w objęcia Morfeusza. Następnego
dnia obudził mnie tato, który wszedł do mojego pokoju. Zaspana
oworzyłam oczy, usiadł na brzegu łóżka. Podniosłam się,
przecierając twarz ręką. Ojciec miał grobową minę. Spodziewałam
się najgorszego, ale nie tego, co mi powiedział.-
Babcia umarła – Kiedy to powiedział miałam wrażenie, że ktoś
wyrwał mi serce i rzucił je krokodylom na pożarcie – dzisiaj
nad ranem o czwartej trzydzieści.Zaniosłam
się histerycznym płaczem, tato nie wytrzymał i wyszedł.
Przypomniałam sobie dzwoniący telefon, podłączyłam go do
gniazdka, podbieglam i wcisnęłam „redial”, po chwili w
słuchawce odezwał się smutny głos wujka. Natychmiast się
rozłączyłam i zaczęłam ryczeć. Płakałam przez godzinę. Nie
moglam w to uwierzyć, miałam ochotę obudzić się z tego koszmaru
i przytulić babcię.Na
pogrzebie tato bardzo mnie wspierał i był blisko mnie. Gdy
wróciliśmy do domu, czułam się znacznie lepiej. Zagadnęłam do
niego.-
Dlaczego wciąż pracujesz? Nie masz dla mnie chwili, widujemy się
tylko wieczorem, ciągle wyjeżdżasz na spotkania biznesowe i
zostajesz do późna w pracy! Myślisz, że tego nie potrzebuję? Że
jestem już dorosła? Dlaczego nie poświęcasz mi czasu? - po
policzku spłynęly mi łzy.-
Przepraszam – spuścił wzrok.-
Tylko tyle?Podszedł
do mnie i mnie przytulił.-
Przepraszam – zadrżał mu głos. – Przepraszam, obiecuję, że
to się nie powtórzy – nie ukrywał już łez. – Obiecuję się
zmienić.-
Ja też ci to obiecuję, tato.Płakaliśmy
tak razem, nie z rozpaczy, tylko ze szczęścia. Kilka dni później
tato przyszedł do kuchni, gdy jadłam obiad i usiadł obok mnie.-
Mam świetną wiadomosć – oznajmił – będziesz przeszczęśliwa.Popatrzyłam
na niego z zaciekawieniem.-
Okazło się, że jesteś jedną ze spadkobierców domu po babci –
uśmiechnął się.Jak
zwykle myśli tylko o pieniądzach.-
Nie rozumiesz? - potrząsnął mną – Zamierzam zapłacić wujkowi
Andrzejowi i jeszcze na początku wakacji zamieszkamy na wsi!Teraz
siedząc na ławce jako dorosła kobieta, w miejscu, w którym czas
się zatrzymał, trudno jest mi uwierzyć w to, jaka kiedyś byłam.
Patrząc na moje dzieci bawiące się w magicznym ogrodzie, z
przykrością stwierdzam, że nie mają babci, ale mają matkę,
która zapewni im ciepło i miłość, sprawi, że dzieciństwo
będzie ich najlepszym okresem w życiu. Teraz jestem pewna, że
każdy ma swojego anioła, który jest jego zwierciadłem duszy i
chroni go, nieważne jak daleko się znajduje. Dzisiaj żyję w myśl
mniej toksycznej zasady, albowiem: „Nie przejmuj się przyszłością,
ale żyj tak, aby każdy bliźni czuł się przez ciebie kochany”.



