Witam! Dzisiaj pokaże wam opowiadanie gatunku, który bardzo lubię, nie jest on łatwy ale czytanie go sprawia, że na mojej twarzy pojawiają się wypieki, a włosy na głowie stają mi dęba. Albowiem dziś będziecie mieli okazje przeczytać kryminał. Miał on pójść na konkurs, ale się nie odbył więc serwuję go moim drogim czytelnikom. Jest to mój pierwszy kryminał, więc proszę o wyrozumiałość.
Pomieszczenie
było ciemne, jedynie zza uchylonych drzwi wylewał się strumyk
światła. Na podłodze leżał skrępowany mężczyzna w zaplamionym
krwią garniturze. Jego zielone oczy wpatrywały się z przerażeniem
w szparę między drzwiami, zza których dobiegał głos rozmowy
telefonicznej:
- Kiedy dostanę kasę?
- Najpierw skończ z tym skurwysynem!
- Chciałbym się jeszcze trochę pobawić.
- Samochód już rozbity, grabarz czeka, zrób to, do wora i będzie kasa.
Rozległ się
dźwięk przerwanego połączenia. Mężczyznę dobiegł odgłos
kroków. Zbliżały się ku drzwiom. Oślepiający blask jarzeniówki,
sprawił, że jego źrenice się zwęziły. Poczuł strach.
- Co, skurwielu? Lepiej ci teraz? Kasy miałeś w pęczki, po co ci była ta jebana prawda? Dziecko w drodze, żonka taka dupeczka, że ohoho... ale się nie zmarnuje.
Ofiara zaczęła
się szamotać. Kat kopną go w brzuch.
- Cicho! - powiedział. – Zaraz będzie po krzyku.
***
Przez korytarz
szła ciężarna kobieta w czarnym płaszczu i tego samego koloru
kapelusiku. Spod kapelusza wystawały jasne włosy okalające drobną
buzię, jeszcze tak bardzo dziewczęcą. Kobieta wyglądała jak
nastolatka, w sumie, niedawno nią była. Usiadła na ławce tuż
obok sztucznej choinki upstrzonej starymi, kolorowymi bombkami i w
połowie nieświecącymi lampkami. Niepozornie bystre, piwne oczy
świdrowały białe, pilśniowe drzwi z wywieszką : „Dyrektor, Jan
Laskowiecki”. Po chwili drzwi uchyliły się, kobieta raptownie się
podniosła. Mężczyzna przyjaznym gestem zaprosił ją do środka.
Gdy usiedli od razu zapytał:
- Jak się pani czuje? Czy z dzieckiem wszystko w porządku?
- Tak, dziękuję. Przyszłam, żeby pana o coś zapytać.
- Jestem gotowy udzielić pani odpowiedzi. Słucham.
- Czy Adam...czy Adam miał z kimś jakieś niewyjaśnione sprawy?
- Co pani rozumie przez „niewyjaśnione”?
- Czy był ktoś, kto mógłby mu źle życzyć?
- Pani Julio...Wiem, że to dla pani trudne, ale proszę się z tym pogodzić.
Kobieta dotknęła
brzucha, w jej oku zakręciła się łza.
- Adam zginął w wypadku. Nie ma w tym niczyjej winy
- Ja po prostu przeczuwam, że ktoś ma związek z tym, co się stało.
- Pani Julio – westchnął mężczyzna.
- To mi nie daje spokoju. Ta myśl, że mógłby być przy mnie, kiedy nasze dziecko się urodzi, że nauczyłby je jeździć na rowerze, kochać je, być ojcem... i mężem.
Emocje
eksplodowały pod postacią łez. Mężczyzna podał jej chusteczkę.
Kiedy się nieco uspokoiła, kontynuowała.
- Znalazłam ostatnio list z pogróżkami. Ewidentnie ktoś chciał go uciszyć.
- Niech mi pani obieca, że nie będzie się pani więcej mieszała w te sprawy. Adam był moim pracownikiem, ale przede wszystkim przyjacielem, muszę zadbać o pani bezpieczeństwo.
- Czyli nie mogę na pana liczyć?
- Pani Julio... to dla pani dobra. .
- Do widzenia.
Wstała i wyszła,
pozostawiając Laskowskiego wpatrzonego ze złością w miejsce na
futrynie, w którym zobaczył ostatni skrawek jej płaszcza.
Wdowa wyszła
na ulicę. Wokoło były porozwieszane świąteczne ozdoby, za
witrynami znajdowały się kolorowe prezenty, swetry w renifery,
skarpetki w promocji, wielobarwne paczuszki Jaki był tego
wszystkiego sens? Jaki był sens kupowania męskich skarpet,
strojenia się w czerwień, którą Adam tak kochał? Jaki był sens
świąt bez niego? Straszna wiadomość o wypadku dotarła do niej w
nocy z 28 na 29 listopada. Jej mąż był w delegacji, miał wrócić
30, ale sarna wybiegła mu na drogę i usiłując ją ominąć,
uderzył w drzewo. Zginął na miejscu. Ciała nie widziała, bo
rzekomo był to zbyt drastyczny widok. Julia była osobą wrażliwą
o przyjaznej duszyczce, bardzo nieodporną na cierpienie innych. W
czasach komuny, kobietom wygodniej było uchodzić za naiwną, niż
feministkę.
Julia weszła
na klatkę schodową, przekręciła klucz w drzwiach, za którymi
czekało na nią tylko puste mieszkanie, bez ślęczącego wciąż
przy maszynie do pisania faceta o brązowych lokach i inteligentnych
zielonych oczach. Kobieta weszła do kuchni, zrobiła sobie herbatę,
po czym podreptała do gabinetu męża. Podeszła do kredensu i
wyjęła tomik poezji Juliusza Słowackiego. Wydobyła z niego
kartkę, ze znaną już na pamięć treścią, odsłoniła zasłonę
i przykleiła list do ściany obok kilkunastu innych nalepek. Były
to między innymi zdjęcia z miejsca zbrodni, własne zapiski, bardzo
niewiele. Usiadła, żeby spisać przebieg dzisiejszej rozmowy. Nie
wnosiła niczego do sprawy, poza kolejną niewiadomą. W zasadzie
najcenniejszym dowodem był list z pogróżkami, skierowany do niej.
Pojawił się zaraz po jej konwersacji z najlepszym przyjacielem
męża. Podzieliła się z nim swoimi przeczuciami, powiedziała mu
odrobinę więcej niż komendantowi policji, z którym wcześniej
rozmawiała, oraz Laskowieckiemu.
Oparła się o
krzesło i patrzyła na sufit. Czuła się bezradna. Miała prawie
pewność, ale żadnych niezbitych dowodów. Na zewnątrz wydawała
się być smutna, przygnębiona, ale w środku niej znajdowała się
otchłań rozpaczy. Strach sprawiał, że jeszcze bardziej krwawiła,
jej serce było podziurawione jak sito, każdy dzień zadawał
sztyletem kolejny cios. Każda myśl o nim, każde spojrzenie na
jego zdjęcie bezlitośnie raniło jej psychikę. Lecz wiedziała, że
wkrótce na świat przyjdzie ich dziecko i musi nie mieć wyrzutów
sumienia, gdy powie mu, że jego ojciec był natchnionym obrońcą
sprawiedliwości. Tak właśnie w jej oczach wyglądał. Już
pierwszego wieczora kiedy go poznała, znalazła z nim nić
porozumienia, która po niedługim czasie przerodziła się w miłość
i pożądanie. Było to niecałe dwa lata temu. Wybrała się wtedy
na wieczorek poetycki do Kawiarni Ziemiańska. Początkowo nie była
do tego zbytnio przekonana, miał tam się pojawić jakiś młody
dziennikarz, świeżo po studiach. Ale gdy tylko zobaczyła jego
bystre oczy, jakby przysłonięte niewidoczną mgłą, odcinającą
go od świata, nie żałowała straconego czasu. Mówił z głębi
serca, był cyniczny i szczery w swoich wypowiedziach, to jej się
podobało, bez żadnego dystansu, prosto z mostu i przede wszystkim
był oszałamiająco przystojny. Została po spotkaniu i zaczepiła
go pytając o coś z jego wykładu. Od razu zauważyła błysk w jego
oku, ubrana w czerwoną sukienkę odznaczała się od wszystkich pań
ubranych w małe czarne, miała wtedy włosy do łopatek, lekko
podkręcone, a na ustach czerwoną szminkę kontrastującą z jej
nieskazitelną, porcelanową cerą. Zaprosił ją na kolację,
później umówili się na kolejną...i kolejną, po której
zaproponował jej pokazanie swoich artykułów, znajdujących się w
domu. Była pod wrażeniem, jego mieszkania, nie było bardzo duże,
ale urządzone na bogato, zaprosił ją do salonu. Kiedy oglądała
jego płyty, przyszedł z butelką wina, usiedli na sofie. I
wylądowali, mimo że znajdowała się na drugim końcu mieszkania, w
sypialni. Nigdy wcześniej nie była blisko z mężczyzną, podobała
się jej jego natarczywość, ale jednocześnie delikatność.
Niedługo później, bo po trzech tygodniach, oświadczył się jej.
Później był ślub, wiadomość o ciąży, kilka miesięcy
szczęśliwego, beztroskiego życia i śmierć ukochanego. Siedziała
i płakała, w jej głowie rodziła się myśl. Wstała i podeszła
do regału, zza niego wyciągnęła notes, zawahała się, po czym
zaczęła czytać. Czytała dziennik męża bardzo dogłębnie,
analizowała wers po wersie, znalazła tam potwierdzenie swoich
przeczuć. Ktoś chciał go uciszyć, lecz jeszcze nie wiedziała
kto.
Następnego
dnia wzięła pamiętnik i udała się do redakcji. Miała
Laskowieckiemu wiele do powiedzenia. Los tak chciał, że akurat
trwało zebranie, Julia nie zamierzała czekać. Po wpływem impulsu
wyjęła na stół wymówienie jej świętej pamięci męża,
dzienniczka na szczęście nie. Mężczyźni zareagowali gromkim
śmiechem.
- Pani Julio...niech pani już przestanie, to wymówienie nie jest nawet podpisane. Nie wydał go nikt z sekretariatu.
- List z pogróżkami, wymówienie i niezałatwione sprawy świadczą same za siebie – wykrzyczała kobieta.
- Proszę nam nie przeszkadzać, rozmawiamy tu o ważnych rzeczach, nie powinna pani rozgrzebywać tej sprawy- z ironią dodał. - Naprawdę sama pani na to wpadła?
Laskowiecki
wyraźnie kpił z kobiety.
- Tak – dodała z udawaną dumą i głupawym uśmiechem.
- Jestem pełen podziwu, na pewno byłaby pani świetnym detektywem.
Mężczyźni
ponownie wybuchli śmiechem
- Ale teraz proszę już wyjść.
„Wszystko
przebiega zgodnie z planem” - myślała wychodząc. - „Rybka
właśnie połknęła haczyk”
- Musimy uciszyć w końcu tą sukę - niemalże wrzasnął.
***
Był mglisty wieczór, około godziny dwudziestej drugiej. Miasto już
zasypiało, o tej porze i przy tej pogodzie nikt bez konieczności
nie wychodził z domu. Julia wracała od swojej matki. Bardzo
nalegali z ojcem, że ja odwiozą, ale pod naciskiem córki
odpuścili, ponieważ jej mieszkanie znajdowało się tylko dwie
ulice dalej. Kroczyła w miarę szybko, biorąc pod uwagę to, że
była w zaawansowanej ciąży. Ulica, którą szła, nie była
ruchliwa, zwłaszcza wieczorem, dlatego stukot jej obcasów był
najgłośniejszym dźwiękiem. Rozmyślała, gdy z za rogu z piskiem
wyjechał samochód. Zatrzymał się gwałtownie obok niej. Wszystko
działo się w bardzo szybkim tempie. Z pojazdu wybiegł mężczyzna.
Była tak oszołomiona, że nie pomyślała nawet o ucieczce. Całe
życie stanęło jej przed oczami, napastnik zadał trzy zdecydowane
ciosy w jej brzuch i Julia upadła. Auto w równie szybkim tempie
odjechało. Nie straciła przytomności, dalej widziała wszystko jak
przez mgłę. Pamiętała, że leżała na śniegu w
zabrudzonym czerwoną farbą, bardzo dziwnym, ciepłym.
Słyszała krzyk matki. „Jak zwykle dramatyzuje”- pomyślała.
Widziała zielonookiego mężczyznę stojącego nad nią razem z jej
ojcem. Zielonooki trzymał na rękach niemowlę, bardzo ładne,
podobne do niego. Słychać było jakieś szepty, jakby zagłuszane
przez głośną muzykę, mimo że wokół panowała cisza. Wyłowiła
z nich jedno zdanie „zaopiekuję się nią, nie martw się...to
jeszcze nie pora, musisz pojechać do szpitala.”
Ocknęła się w łóżku, odruchowo dotknęła brzucha. Był płaski
jak deska. Płakała przez sen, jej gruczoły łzowe były już
wyschnięte, niezdolne do wytworzenia łez. Straciła jedyny znak,
że kiedyś był w jej życiu Adam, straciła dziecko będące sensem
jej dalszego życia. W jej głowie krążyły myśli samobójcze. Ale
pozostało jej jedno zadanie, które musiała wypełnić.
Sprawiedliwości musiało stać się za dość.
Po kilku dniach Julia wróciła do domu. Wyglądała jak wrak
człowieka, wykończona fizycznie i zmęczona psychicznie, ale
jeszcze zdolna do racjonalnego myślenia. Usiadła w gabinecie. Miała
notatnik, w którym widniał wyraźny zapis. Adam pisał jakieś
artykuły, które komuś się nie spodobały. Wiedziała komu, ten
ktoś pracował z nim, był nieuczciwy, postępował niezgodnie z
prawem, chciał uciszyć jej skarb, stłumić głos sprawiedliwości,
zagłuszyć go. Jutro złoży zeznania. „Ehh, jutro Wigilia” -
pomyślała - „Trzeba odwiedzić matkę”.
***
Obudził ją dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Pierwsza jej
myśl „Pewnie Adam wrócił z delegacji”, ale prawda uderzyła ją
niczym kilofem. Zaspana zapaliła lampkę nocną, postać za drzwiami
zbliżyła się do drzwi. Zdradziła się, to koniec. Poczuła
paraliżujący strach, zerwała się na równe nogi. W jej głowie
szalała burza, słyszała dzwony żałobne, wiedziała, że to
koniec, za chwilę pozna prawdę, której już nie zdąży pokazać
światu. Ciemna sylwetka nacisnęła na klamkę. Serce uderzało jej
tysiąc razy na sekundę, przełknęła ślinę, drzwi odchyliły
się. Zamaskowana postać była przerażająca, ubrana na czarno, w
kominiarce. Mężczyzna uśmiechną się szyderczo. Kobieta widziała
całe zdarzenie, jakby w zwolnionym tempie. Włamywacz powoli sięgną
do kominiarki i ją zdjął, odsłaniając znajome kobiecie rysy
twarzy. Niemalże szkarłatne oczy biły nienawiścią.
- A- Adrian? - wycedziła.
- Co ty taka zdziwiona, nie poznajesz najlepszego przyjaciela swojego męża? Przyszedłem w odwiedziny.
Julia
takiego scenariusza się nie spodziewała.
- A więc to ty? Jak mogłeś?
- Między innymi – zrobił krok do przodu, ona się cofnęła – w mniejszym stopniu, ale ja. Nie bezpośrednio, ale tak.
- Dlaczego?
- Oh – westchnął i usiadł na fotelu – ale to szablonowe, teraz ja wyjawię ci prawdę, ty będziesz zdziwiona i przerażona, ale ktoś przyjdzie ci na pomoc i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Eh. Jesteś naprawdę piękną kobietą. Kiedy przyszłaś pierwszy raz do kawiarenki, nam obu się bardzo spodobałaś. Ach, te twoje długie nogi.
Julia
stała przy ścianie przerażona.
- Ale nie bój się, nie zgwałcę cię, już mnie nie pociągasz. Byłaś z nim, to obrzydliwe.
- Zamknij się! - krzyknęła resztkami sił.
- Cicho – szepnął – zaraz będzie po krzyku.
I
znowu czas przyśpieszył, okno otworzyło się nie wiadomo kiedy.
Znalazła się na zewnątrz.
- Wesołych Świąt! - usłyszała.
***
Na
łóżku leżał mężczyzna, obok niego spała kilkuletnia
dziewczynka o brązowych kręconych włosach i zielonych oczach,
wtulona w blondwłosą kobietę. Pościel była wykrochmalona i
pachniała świeżością. Pokój był znajomy im wszystkim.
- Kochanie – szepnął zielonooki. – Julcia.
Kobieta
obudziła się, rozpromieniała uśmiechem.
- Tak tęskniłam.
- Ja też. Cii, nasz skarb śpi.
- Chcę ją poznać.
- Spokojnie, niech się wyśpi. Mamy dla siebie całą wieczność.



